topolablog
ksiega gosci

Moje strony
Trydium wampiryzm
Grono portal społecznościowy Grono
Picasa moje fotki z roznych miejsc
YouTube Moje YouTube (w trakcie remontu jak na razie)
NK Nasza Klasa
MySpace Mój profil na MySpace
Facebook mój profil na facebooku

  po latach albo coś 2011-12-06 22:46:31

Wiem, wiem - często  piszę bloga. Niby  byłoby o czym pisać ale wyszłabym na złodziejowskiego żula  o inteligencji pantofelka. Zbliżają się święta. Przeszłość wraca, dusi w gardle i  podsuwa myśli o ucieczce. Uciec na te trzy dni, schować się. Może wtedy gorycz, żal, ból będdzie mniejsza. Bo rok temu o tej porze bylam w psychiatryku, na detoksie. Odrzucona przez rodzinę w której głosie czuć było tylko pogardę. Zresztą, dużo by o tym pisać. Ale jakoś uciec się nie da, a może nie chce. Każdy z rodziny namawia mnie na pozostanie na święta w domu. Łażę więc po galeriach, buszuję  po allegro i kupuję prezenty na które mnie nie stać. Stan konta maleje, rencina się kończy a ja nadal uzależniona od clonazepamu zastanawiam sie za co go kupię. Właściwie chce rzucić klona. Ale to  nie takie proste. Łatwiej wyjść z heroiny niż z mocnych benzo. Ludzie  nie dowierzają - niestety - to jest prawda. Tak sobie myślę, że może uciec w te święta na działkę. Kupię w ciuchlandzie trochę kocy czy kołder, zabiorę śpiwór, żarcie, rozpałkę i spędzę trzy dnni w tej samotni. Będzie  mniej bolało niż pochylanie się nad barszczem z uszkami wtedy, kiedy do głowy same uderzają cię myśli o tym, co działo się rok temu. Każdy z nas jest inny, ale nie każdy to rozumie. Mąż każe mi się cieszyć z tego, że ćpanie giebla mam już od rooku za sobą. To samo mama. Ale nie potrafią zrozumieć, że dla mnie jest to tak świeże jakby to było wczoraj. I że nie chodzi o samo ćpanie i leczenie w szpitalu i na detoksie. Chodzi o ich podejście do mojej osoby w tym czasie. Wtedy ćpałam już niewiele. Po kilku godzinach omamów i halucynacji  było już po wszystkim. A trzymali mnie tam trzy tygodnie grożąc różnymi rzeczami ( np. mąż separacją). Trzy tygodnie znęcania się rodziny nad swoją córką/żoną. Trzy tygodnie znęcanie się nade  mną pielęgniarek, lekarzy, popieprzonych salowych. A człowiek nie  może zrobić nic. Jeśli odezwiesz się nieodpowiednio, jeśli zareagujesz niegrzecznie nawet mając rację - i tak przywiążą cię pasami do łóżka na trzy dni. Tak sobie myślę żeby odwalić jakiś lajtowy numer żeby wsadzili mnie tam gdzie byłam z powrotem. I wiem już teraaz, co zrobić żeby podać ich do sądu w razie gdyby założyli mmi pasy tylko z tego  powodu, że idę po podłodze, która przed chwilą została zmyta przez salową lub z tego powodu, że jem w nocy np. jabłko bo jestem głodna. Dobra, nie chce mi się pisać. Minęło wiele lat, dużo się zdażyło - nie da się tego opisać w jednej  notce.

Tagi: święta, narkomania, ucieczka, szpital psychiatryczny
skomentuj (2)


I jak codzień 2010-12-20 22:24:27

I jak codzień... obudziłam się , leżałam, leżałam, leżałam - żeby tak przeleżeć do wieczora i złapać za cokolwiek: flaszkę, strzykawkę, leki. Dwudziestyktóryś tam dzień odwyku. Ćpanie było MOIM WŁASNYM WYBOREM. Kto nie ma nasrane we łbie, ten nie wie jak to jest.  Wynalazłam więc specyfik. Dzięki niemu świat  nie stał się kolorowy, obojętny, psychodeliczny. Dzięki niemu świat stał się dla mnie - normalny.  Toż cudownie było wyjść na ulicę i  nie bać się ludzi, cieszyć się zakupami w sklepie, ciepłem słońca a  nie tylko mrokiem nocy. To dzięki niemu mam na profilach więcej znajomych z którymi rozmawiam niż tylko pięciu. Powiedziałam sobie: wolę żyć pięć lat normalnie, niż dwadzieścia w syfie w jakim przyszło mi żyć przez 32 lata. Bo odkąd sięgam pamięcią, zawsze wokół coś było  nie w porządku. I tak przećpałam rok. Rok, żeby ratować moje jestestwo. I tak zaczęły się  nowe problemy. I nadal trwają. I tak - nadal szukam ludzi. Nic mnie nie powstrzymuje żeby  po kilku rozmowach na  #IRC`u czy gg  pojechać siedemset kilometrów w dal, tylko po to, żeby porozmawiać. Detooks trwa, a ja zamówiłam kolejne działki mojego specyfiku. Bo  po cóż żyć jeśli nie żyje się naprawdę?


skomentuj (1)


wypowiedziane słowa 2010-12-17 20:38:23

Każdy myśli, że jeżeli z naszych ust padną słowa - to są to tylko słowa. AAle większość z nich,  poprzedzona jest milionami przemyśleń.
Dlatego słowa te, mają swoją wartość i bierz je na poważnie.

Lubię psycholi. Dlaczego? Ano mały przykład. Lubię się ciąć. Kiedy mój facet widzi cięcia na moich rękach podniesionym głosem mówi : "Czemu się cięłaś? Czemu to zrobiłaś?? Co to jest?". I ja po raz kolejny tłumaczę. Przychodzą momenty, kiedy ból psychiczny jest tak wielki iż aby go stłumić, musisz zadać sobie ból fizyczny. Pewnego rodzaju katharsis. Ale " normal" tego  nie rozumie. On za każdym razem zada Ci, to samo pytanie. Dlatego lubię psycholi. Oni potrafią zrozumieć, a jedno pytanie i jedna odpowiedź wystarczą.


skomentuj (1)


nic mnie to już nie obchodzi 2010-12-13 20:24:35

To, co chciałabym przedstawić poniżej (powyżej) absolutnie nie można nazwać autobiografią. To coś pseudo - jak moje pseudo - życie. Chronologii nie będzie w tym żadnej, ale mam swój zamysł i , o ile potomni nie będą ze mnie dumni (ani takoż ja z siebie), pragnę to w końcu wydusić. Nie interesują  mnie niuanse stylistyczne, interesują  mnie emocje; prawda, którą subiektywnie naciągam ku sobie. Bo jakże człowiek może naciągać prawdę o sobie obiektywnie? Zdarza mi się, jak każdemu, rzucać mięsem, zdarzają mi się wpadki o których nawet nie wiem, sprzeczności, załamana czasoprzestrzeń. Będę opisywać czas teraźniejszy aby nagle wrócić do wydarzeń sprzed lat.


skomentuj (0)


Nieuprzejmi sprzedawcy?? 2010-08-19 07:27:22

Nie mam pojęcia na co tu narzekać i dlaczego tyle osób postanowiło postawić na nieuprzejmość sprzedawców. Widać Lublin jest pod tym względem wyjątkowy ale oprócz pani w pobliskim kiosku, która patrzy się na mnie wilkiem, nigdy od dawien dawna nie spotkała mnie żadna nieuprzejmość ze strony sprzzedawców. To już nie te czasy, kiedy sprzedawca był królem na sklepie. Teraz każdemu zależy żebby opchnąć swój towar. Ale nie tylko. W hipermarketach przy  kasach także nie spotkało mnie nigdy nic nieprzyjemnego. Zawsze "dzien dobry", "Do widzenia". Być może wynika to ze strachu  przed ewentualną skargą i zwolnieniem z pracy, której w Lublinie brakuje ale tak czy siak - nieuprzejmości u nas nie ma.


skomentuj (0)


wisznuizm 2010-04-23 11:02:33

Wisznuizm - NAJBARDZIEJ logivzna religia świata, wyjaśniająca wiele rzeczy przy których inne religie twierdzą :" Bo tak po prostu jest".

=======================
Holy cow
Posted by: Kamal-sri dasi in USA 2008, Cows, Lord Krsna, Bhagavad Gita

Speaker: His Holiness Indradyumna Swami
Verse: Srimad Bhagavad Gita ? 4.11
Where: Gita Nagari, Pennsylvania, USA, April 25, 2008
Essence: Srila Viswanatha Cakravarti Thakura says ?The cows are like cintamani jewels that can fulfill any desire. Their mooing is like beautiful poetry. Their happy calves are like the pleasant summer. They always raise their ears to hear Krsna?s flute. As they wander the earth, they resemble the bubbles of the milk ocean, the chuckles of Lord Siva and the infant children of the moonlight.? These cows are very dear to the Lord, and if we want to please Him, we must take care of them and protect them.


skomentuj (0)


a może... 2010-04-19 05:31:32

Co do poprzedniej notki - a może wiem jak? TAK JAK UMIEM! Dzięki mad! A swoją drogą - byłam ponownie w szpitalu. W psychiatryku na oddziale ogólnym za głupawy, godny małolata wyskok. Wzięłam woreczek z japasem, szwendałam się po korytarzu i przepełniała mnie radość. A ludzie tak dziwnie się patrzyli. A ja cieszyłam się, że się tak dziwnie patrzą na mój japas. Szkoda tylko, że nikt o nic nie zapytał.



skomentuj (0)


Kryszna 2010-04-17 14:52:25

Chcę do Pana - tylko nie wiem jak :(




skomentuj (0)


powrót 2010-04-17 10:42:01

Powrót z kolejnego szpitala. Tym razem nie z powodu używek. Na razie jestem warzywem.


skomentuj (0)


starzy 2010-04-11 20:41:21

Starzy nazwali mnie ćpunem i kazałi wypierdalać. Moja cpuńska kariera trwała pół roku i opierała się na związku GBL dzialającym podobnie do alkoholu. Tak, jestem ćpunem i zasługuję na to żeby wypierdalać.


skomentuj (0)


koda szkoda 2010-04-09 19:15:41

Sphongle i koda - ładny miks. Cetrizine przed i ujdzie. Nie to chciałam.


skomentuj (0)


Czyżby coś kolejnego? 2010-04-07 05:09:00

Dwa tygodnie na detoksie w "Drewnicy". Nie polecam. Może kiedyś opiszę, teraz nie mam siły na wspominanie tego koszmaru. Dobrze i nie dobrze być w domu. Tęsknię za swobodą, którą dawał mi mój narkotyk. A teraz nadal jest tak samo. Kompletny brak swobody psychicznej wszędzie, dosłownie wszędzie, nawet we własnym domu. Ale tamta droga jest zamknieta. Ledwo przeżyłam konfrontację z omamami i halucynacjami. Noc daje namiastkę swobody chyba, że pojawiają się sny. Co noc pamiętam jakis sen, wiele z nich jest świadomych - dających się kontrolować. Sporo jest świadomych - nie dających się kontrolować. Od czasu do czasu pojawia się oobe -samoistne, nie wywołuję już oobe z własnej chęci. To nie zabawka.

cholerne, upierdliwe koszmary senne: nieważna treść - śni mi się koszmar więc się staram z niego wybudzić bo mam taką półświadomość, że to sen
[04:41:42] topola22: wybudzam się, patrzę sie w ciemność pokoju i nagle okazuje się że to nadal sen bo koszmar przybiera nowy wątek
[04:44:57] topola22: potem tak jeszcze ze dwa razy, próbowałam wybudzić się swoimi standardowymi sposobami i nic nie pomagało, no więc za którymś razem faktycznie wrażenie wybudzenia ze snu było potwornie silne a tu nagle za oknem zaczęła grać gitara elektryczna, dziadek przyszedł, zaczęliśmy się ubierać żeby zejść na dół, stały pod klatką namioty (jeden moro), a na placu grała rockowa kapela, sąsiedzi się zbiegali, rokowcy i ich zwolennicy nabijali się z nas, znowu chciałam się wybudzić
[04:47:45] topola22: budzę się, okazuje się że na łóżku leżą spodnie, które miałam zamiar ubrać i zajść do tych rokowców. Myślę : szlag: to nie był sen - i nagle mnie rzuca w świat a la alicja w krainie czarów - pełzam po dywanie, DOKŁADNIE czuję jego fakturę pod dłońmi ale nie jest to już dywan tylko leśna droga, wokół wyrastają wielkie drzewa, uciekam przed czymś. BYŁAM PRZEKONANA, ŻE JA SIĘ JUŻ NIE OBUDZĘ I TAK ZOSTANĘ W TYCH SNACH.
[04:49:22] topola22: ale się jakoś udało, skoncentrowałam się mocno i się obudziłam choć nie do końca była to moja zasługa. Najgorsze, że większość tego wszystkiego było świadome, było LD a ja nie mogłam się obudzić i wędrowałam po tych koszmarach
[04:49:49] topola22: brrrrrrr... zapaliłam lampkę, powiesiłam łapacza nad łóżkiem i zapaliłam kadzidełko
[04:49:53] topola22: no i siedzę

Odprawiłabym puję, ot tak, dla tych w których nie wierzę, a którzy być może wierzą we mnie. Ale jakoś nie mam siły.


skomentuj (0)


. 2010-03-04 19:38:43

Im dalej i dłużej od siebie jesteśmy, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu

iż sensem największym byłoby porzucić nas takimi, jacy byliśmy na początku.
Lecz im więcej o tym myślę, tym mniej wydaje mi się prowdopodobne,
że można by jeszcze cofnąć Nasz czas.

( Powinnam pisać "mój" - wiem - ale nie można w miłość i pożądanie zaangażować jednej istoty).

I przychodzi nadzieja, że może jednak to jeszcze możliwe - są takie chwile. Chwile, kiedy wiem, że zdałam się na zgubę wchodząc do świątyni. Taka rzeczywistość nigdy nie będzie mi dana.

I przychodzi nadzieja, że może jednak można się tak mocno starać, że chwila nastąpi.

nie, nie, jednak, wiem, że nie
ale jest za późno na poddanie


skomentuj (2)


wędrowiec 2010-03-04 01:30:12

Christopher McCandless, Jack Kerouac, William S. BurroughsAllen Ginsberg, Henry David Thoreau - tylko ten, który przeżył zmaganie się z poranną i wieczorną mgłą, gdzieś na granicy świadomości tego gdzie i kim jest, może pisać o swoim doświadczeniu.
Pierwszy raz wyruszyłam sama w drogę po ówczesnej siódmej klasie szkoły podstawowej. 14 - latka. Początkowo zawiodło mnie to tylko w pobliże miejsca zamieszkania, na pojezierze łęczyńsko-włodawskie, które mimo wszystko te 15 lat temu było jeszcze nieco "dzikie". Ale te podróże można by nazwać stacjonarnymi. Namiot w jednym miejscu i osoba w jednym miejscu. Ciałem, bo umysł sam wędrował już dalej i dalej. Nic specjalnego ale dało się już odczuć to "coś" o czym pisze ..., Kerouac, Thoreau itp. Po ósmej klasie wybrałam się na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Ja, sceptyk. Ale droga nowa i daleka. Wstać, iść, zjeść to, co dadzą ludzie, przespać się i pójść dalej podziwiając widnokrąg, śpiewając i tego śpiewu nie słysząc. Słysząc za to śpiew swej duszy oddalającej się od konserwatywnych konwenansów wielkich metropolii i małomiasteczkowości (coś mi tu nie pasuje :).  A w Częstochowie w tamtych czasach, na takich jak ja czekała spora niespodzianka. Ksiądz Andrzej Szpak i jego Pielgrzymka Młodzieży Różnych Dróg czyli jak to się mówiło w skrócie hipisowska pielgrzymka szpaka. I tacy jak ja usłyszeli dokładniejszy zew. Pielgrzymki wchodziły do Częstochowy a grupy kolorowych, bosonogich hipisów ubranych w ciężko dostępne wtedy spodnie "dzwony", siedziały na chodnikach bijąc w bębny, grając na gitarach. Przyłączyłam się. I ja chodziłam po Częstochowie na bosaka prosząc ludzi o drobne, i ja grałam na gitarze wtórując zaznajomionym bębniarzom. Wstawałam o czwartej rano wraz z grupą innych - raz tą, raz inną. Tanie wino, kąpiel w wielkiej fontannie w parku pod sanktuarium i na ulice. Niby nic a WOLNOŚĆ. Nic nas nie ograniczało, policja nas omijała, nie robiliśmy nic złego, byliśmy folklorem. Wolnym folklorem podziwianym z szeroko otwartymi oczami przez mijające nas tłumy ze wszystkich miast Polski. W Częstochowie zostawaliśmy kilka dni i przenosiliśmy się do Olsztyna pod Częstochową - do małej wsi położonej na Szlaku Orlich Gniazd. Wtedy, jeszcze za darmo można było wspiąć się na ruiny zamku i podziwiać położony poniżej las a w dali horyzont. W nocy śpiwór i rozgwieżdżone niebo. Cud nad cudami. Później wprowadzili opłaty za wstęp na ruiny ale my, wędrowcy potrafimy nadal znaleźć darmowe ścieżki. Oczywiście nie tylko Częstochowa i Olsztyn towarzyszły mi w tamtym czasie. Wychodziłam z domu po ostatnim dzwonku szkolnym, wracałam przed pierwszym. I nie powiem Wam gdzie byłam, bo sama nie jestem w stanie zliczyć tych miejsc. Miałam kiedyś mapę gdzie zaznaczałam takie miejsca ale zagubiła się dawno temu. Jak najbardziej nie ominęły mnie Bieszczady. Pewnego razu trafiłam nad Solinę po drodze na zlot bębniarzy w jakiejś dzikiej głuszy, nie wiadomo dokładnie gdzie. "Idź na słuch i trafisz" ;) Bogaci , czyści turyści i "brudni" , obdarci hipisi. Raczej nie miałam szans by przespać się w jakimś publicznym miejscu. Wdrapywałam się więc na skałę nad małą solińską zatoczką, na klif porośnięty gęsto krzakami. Wysoko nad wodą. Tam rozłożyłam namiot (można je jeszcze kupić za 30 zł). Było mokro, wciąż padało. A jedyne co miałam do jedzenia to kostki rosołowe i piętkę suchego chleba. Po dwóch i pół godzinie prób rozpalenia ogniska poddałam się. Kostka rosołowa zdołała w letniej wodzie roztopić się do połowy. I to był mój posiłek. Chyba najohydniejszy jaki jadłam. Słonawa woda z na wpół roztopioną kostką rosołową i piętka starego chleba. Było dobrze. Wykąpałam się w deszczu i mokra poszłam spać. 

Wszystko, co tu opisuję jest bardzo, ale to bardzo skrótowe, być może kiedyś to rozwinę. Teraz jest 6:27. Wstałam po trzeciej. I nadal nie mogę wysiedzieć. Tak to już jest. Niektórzy zawsze będą czuli się nieszczęśliwi w jednym miejscu. C.d.n. - byc może zaraz. Idę po trzeciego drinka.


skomentuj (0)


? 2010-03-03 12:17:27

Włóczęga, bez Ciebie. GDZIE JESTEŚ? Psychiczne napięcie sięga zenitu i tylko Walden potrafi nieco ukoić bezmier ciemności w jakiej się znajduję. Walden - jedna z najwspanialszych książek świata. Ciekawe czy Kerouac był nią tak samo zachwycony jak wielu z nas. A Ty? Gdzie jest teraz Twój Walden, daj znak a odnajdę go bez mapy i kompasu. Kocham Cię i nie mogę kurwa bez Ciebie wytrzymać. Albo My albo tylko Ty.


skomentuj (0)


 

2011
grudzień
2010
grudzień
sierpień
kwiecień
marzec
luty
2009
wrzesień
sierpień
2008
lipiec
czerwiec
maj
styczeń
2005
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty


Tagi